wtorek, 28 stycznia 2014

co ma piernik...czyli kilka słów o diecie

 
Sporo czasu minęło od kiedy usłyszeliśmy diagnozę. Był czas, żeby się z tym oswoić, zacząć żyć normalnie. Tyle, że nasza normalność mocno różni się od tej zwykłej.

Moja córcia jest na diecie. I to prawie od 2 lat. Nie dostaje białego cukru ani nic co zawiera kazeinę. Cóż to takiego ta kazeina?
Kazeina jest białkiem mleka. Stanowi około ¾ ogólnej ich ilości. Jest najbardziej przydatna jako materiał budulcowy i do syntezy hemoglobiny i białek osocza krwi. Ale może szkodzić.
A po ludzku: jest jej pełno w mleku i mięsie wszystkich zwierząt od których człowiek może mleko pić (krowy, kozy, owce itp.).

Moja córka ma silne uczulenie na kazeinę.
W związku z tym, prawdopodobnie nigdy nie pozna smaku mleka, wołowiny...ani czekolady.
Mleko jest dla niej trucizną, dosłownie.

Ale można z tym żyć.
Mało tego, Wiki każdego dnia, rano i wieczorem wypija obowiązkową butlę kakao. Jakim cudem? Takim:


Otóż jest hurtownia, która (nie przesadzając) ratuje takie dzieciaki jak moja córa.
Kiedy dostałam adres mailowy i telefon do VEGAMARKET nawet się nie zastanawiałam. Skontaktowałam się natychmiast. W ciągu kilku dni przyszła paczka.

Wybór jest niesamowicie duży i każdy znajdzie coś dla siebie. Choć zamawiamy niewiele (bo i moja córcia nie dość, że ma bardzo rygorystyczną dietę to wybredna jest strasznie), to wiem, że moi znajomi też są zachwyceni.
Dawniej codziennie był jogurt, teraz kiedy już wiem jak bardzo szkodził, prawie codziennie jest deser ryżowy:

 
Nie tylko wybór produktów zachęca, ale co równie ważne przystępna cena. Poza tym jakość produktów jest niesamowita.
Kiedyś źle wyliczyłam i zabrakło mi ''mleka'' (oczywiście jest to nasza nazwa umowna, bo tak naprawdę są to napoje np. kokosowy, kukurydziany, itp.) no i zaczęła się wycieczka po mieście. Owszem udało się dostać jakiś karton z białawą wodą...ale już wiem, że lepiej zamówić za dużo niż ''w sam raz''.
Dwa tygodnie temu musiałam zrobić torcik urodzinowy (a już wiem, że niestety na napojach w proszku ciasto nie chce wyjść) więc zaryzykowałam i zamówiłam ''napój migdałowy w płynie''. Jakież było moje zdziwienie! Nieco gęstsze od zwykłego mleka, w smaku ''ambrozja''. Już wcześniej kupiłam ''śmietankę migdałową'' ale stała zamknięta w lodówce. Teraz wszystko się przydało. Na napoju wyszło pyszne puszyste ciasto z śmietanki i agaru krem.


 
Z zestawu powyżej (plus gorzkie kakao), wyszedł pyszny torcik kokosowy-migdałowy z kremem czekoladowym.
Może nie wyglądał super (bo żaden ze mnie cukiernik) ale uśmiech dziecka, które ma zakaz zbliżania się do słodyczy a tu nagle może zjeść tort - bezcenne.

To są tylko te produkty, które ja zamawiam obowiązkowo. Kiedy pozna się cały asortyment, od nadmiaru może aż głowa rozboleć ;)
Znajdzie się tu pasztety i parówki, batoniki, lizaki i pyszne ciasteczka, kawę i ''czekoladę'' do smarowania. A to wszystko zdrowe i bezpieczne.
W jednym miejscu można uzupełnić braki w lodówce i szafkach kuchennych...i spać spokojnie, że nie ''truje się'' dziecka.


Wiem, że radykalna zmiana diety, zwłaszcza u dziecka, jest okropnym doświadczeniem, jednak warto się na nią zdecydować.

U nas pół roku po wprowadzeniu diety, mała jakby się przebudziła z długiego snu. Dziecko, które żyło w swoim świecie, było nieobecne, nagle zaczęło interesować się otoczeniem. Ciekawość rozpiera ją na każdym kroku. Właśnie dlatego warto ''przemęczyć się'' przez pierwsze dni, nawet tygodnie, by później zobaczyć takie efekty.

Dziś, z pełną świadomością tych słów, mogę powiedzieć, że pan Piotr i jego firma uratowali mi dziecko.

Serdecznie dziękuję za możliwość udostępnienia danych.

wtorek, 31 grudnia 2013

zagrajmy

Koniec roku, to zwyczajowo czas podsumowań.
Co więc mogę powiedzieć o mijającym roku?

Z całą pewnością obfitował w wielkie wojny i małe potyczki na polu biurokracji.
Prawie z każdej wychodziliśmy zwycięsko, a jeśli coś nie wyszło - był rewanż :)

Niestety w naszym kraju, to co w innych jest oczywistością, u nas trzeba o to walczyć.
Wiedzę należy mieć większą niż cała armia prawników, ale to się opłaca. Dziecku się opłaca.

Co do dziecka.
Z całą pewnością mogę stwierdzić, że intensywna terapia przynosi niespodziewane efekty. Mała uczy się bardzo szybko, zapamiętuje nowe umiejętności i coraz lepiej wykorzystuje je w życiu. W ciągu tego roku moja córcia zmieniła się diametralnie.

Z cichej, spokojnej laleczki zrobił się ciekawski brój, którego wszędzie jest pełno.
Ma własne zdanie i zachcianki, no i potrafi je wywalczyć.
Z nieporadnej małej istotki zmieniła się w rozgarniętą (jak na swój wiek i choróbsko) panienkę.
Kiedyś stroniła od dzieci, dziś coraz chętniej włącza się do wspólnej zabawy.

Mała potrafi skupić się na tyle by można było z nią w coś zagrać.
Na gwiazdkę dostała 3 gry,
każdą już mamy rozpracowaną a króliczki są ulubione.
 
Ciasteczkowy potwór troszkę nudny, ale w sumie może być.
 

Natomiast Mysi-składak troszkę zbyt długi jak na dwie osoby. Musimy przycisnąć tatę i jeszcze kogoś do zabawy, wtedy z pewnością gra stanie się bardziej atrakcyjna.
 
 
Jeszcze rok temu mogłam tylko pomarzyć, że moje dziecko będzie bawić się inaczej niż tylko kręcąc czym popadnie. Dziś mała sama znajduje sobie zajęcie. Uwielbia układanki i książeczki...a teraz spodobały się jej też rodzinne gry.

Każdemu, życzę takich postępów jakie są u nas...i wiele wytrwałości, bo bez tego ani rusz :)