sobota, 2 kwietnia 2016

co się wydarzyło w piątek

Właśnie minął tydzień od naszego udziału w drodze krzyżowej. Nie była to może ta ekstremalna...choć dla nas właśnie tak wyglądała. Wika dzielnie przeszła połowę drogi, pewnie byłoby więcej gdyby nie głupi zbieg okoliczności. Nie przeszkadzało jej, że było ciemno, nie przeszkadzał tłum ani, że było głośno.

A ludzi była masa. Przy drugiej stacji staliśmy jak najbliżej, żeby Wika zobaczyła dokładnie początek procesji: niosących krzyż, strażaków, harcerzy, księży i wszystkich służących przy ołtarzu i oczywiście ilu ludzi będzie razem z nami szło. Zaczynaliśmy z babcią, ciocią i wujkiem. W drodze na drugą stację zgubiliśmy ciocię i wujka...cóż, każdemu może się zdarzyć ;)

 
 
 
źródło: http://www.fara.tczew.pl/archives/5597

Od czwartej stacji ulica zrobiła się tak wąska, że Wiktoria szła z babcią a my za nimi [po części jako asekuracja przed ludźmi ze świeczkami]. Mała co chwilę sprawdzała czy jeszcze jesteśmy czy nas też już zgubiła ;)
Aż wreszcie trafił się zakręt. A w zasadzie kumulacja: zakręt, zwężenie przejścia przez blok i auta, gość z głośnikiem i kablem...i przepychające się babki... Przetrwała do pierwszej prostej i to był koniec. Nie krzyczała, nie płakała ale spojrzenie było tak przestraszone [te babki tak się pchały, że prawie przewróciły mi dziecko], było widać, że dłużej nie da rady.

Odbiliśmy w bok, a w zasadzie w górę przy siódmej stacji i od razu mała się uspokoiła. Kiedy znaleźliśmy się na ''szlaku widokowym'' mogliśmy zobaczyć ile osób szło obok nas.


Biorąc pod uwagę autyzm, to było niesamowite. Nie było krzyków, nie było płaczu za to była ciekawość, rozglądanie się a kiedy ludzie zasłaniali - pakowanie się rodzicom na ręce. Coś pięknego. Każdemu rodzicowi życzę takiego przeżycia, bo wiem ile dzieci na problem już w większym sklepie.
Poświątecznie życzę wam wszystkim, by jakakolwiek wyprawa między ludzi, w nowe miejsce, a już w ogóle w takich warunkach jak na zdjęciach...by każda taka wyprawa kończyła się uśmiechem, ciekawością i dumą a nie płaczem i krzykiem.

A to czego już nie widzieliśmy wyglądało tak:

 

A przy okazji, tak jakby co, to przypominam:


zdjęcia pochodzą z z naszych prywatnych zbiorów bądź mają podane źródło,
wykorzystanie ich w jakimkolwiek celu będę uznawała za kradzież,
nie wyrażam zgody na kopiowanie, zapisywanie czy wykorzystanie zdjęć, czy tekstu w jakimkolwiek celu,
zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych [Dz.U.1997nr133poz.883] oraz ustawą o ochronie własności intelektualnej [Dz.U.1994nr24poz.83].

wtorek, 8 marca 2016

ja nie dam rady? potrzymaj mi...no wiesz...napój 0%

Jakiś czas temu Wika się przełamała i zaczęła próbować nowe smaki http://carmen-san-di-trudna-sprawa.blogspot.com/2016/01/niby-po-staremu-tyle-sie-zmienio.html, u babci nauczyła się, że nie trzeba czekać aż ktoś naleje wody czy herbaty - można samemu, od dawna pomaga przy nakrywaniu do stołu a kilka razy pomagała pozmywać.

Nadszedł więc czas na kolejny krok. Moja dzielna dziewczynka sama zrobiła sobie kanapki...przedwczoraj rano. Od tego czasu idzie jej coraz lepiej. Już wqurza się kiedy jej pomagam, za chwilę będzie chciała całkiem sama operować nożem :)
     

Jak tak dalej pójdzie, za jakiś czas będzie całkowicie samowystarczalna :)
Jestem strasznie dumna, że mała jest taka chętna do poznawania i uczenia się tych wszystkich nowości. Ktoś, kto nie ma na co dzień styczności z niepełnosprawnymi dziećmi nie zrozumie ile wysiłku wkłada się w każdą nową umiejętność. Rok temu taki obrazek byłby niemożliwy, dziś ciekawość nie zna granic. To nie tylko ciężka praca, to również przekazanie wiedzy w ciekawy i nietypowy sposób.

Wiem, ktoś kto mnie zna postuka się w głowę...ja i cierpliwość... HA, dobre sobie... A jednak, życie może nauczyć choleryka z ADHD jak zostać mistrzem szachowym ;)
Wika już się nauczyła, że nawet jak matkę szlag trafi to jest to tylko na chwilę. Ostatnio jak się wściekłam to mnie wyśmiała i postukała się w czoło...no było po mnie...rozbrojona a nie niewypał :)

My, rodzice uczymy się zapominać, że nerwy mogą puścić. Wika uczy się całej reszty. Dzieciak ma zajęcia każdego dnia tygodnia, większość z nich bardzo lubi i przy nich są najlepsze wyniki. Ona zadowolona - my wykończeni tym lataniem po mieście i okolicy :)

...no i kosztami, bo nie ma co ukrywać, że porządny terapeuta ceni swój czas...dlatego, przy okazji prosimy o pamięć przy wypełnianiu PITów:


Bo każde osiągnięcie jest na wagę złota. Sukces ma wiele matek i ojców. Każdy może się przysłużyć. Tak niewiele potrzeba by pomóc - czasem wystarczy dobre słowo, pamięć o dzieciaku i wypełnienie 3 niepozornych budek na takim świstku do skarbówki :)

zdjęcia pochodzą z z naszych prywatnych zbiorów bądź mają podane źródło,
wykorzystanie ich w jakimkolwiek celu będę uznawała za kradzież,
nie wyrażam zgody na kopiowanie, zapisywanie czy wykorzystanie zdjęć, czy tekstu w jakimkolwiek celu,
zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych [Dz.U.1997nr133poz.883] oraz ustawą o ochronie własności intelektualnej [Dz.U.1994nr24poz.83].